Cięcie laserem
Już rok trwały prace nad budową stacji na Księżycu. Międzynarodowy zespół Ziemian dokonał rzeczy historycznej: po raz pierwszy ludzie mieli zamieszkać poza Błękitną Planetą. Wreszcie wcielały się w życie marzenia tych, którzy marzyli o podboju Kosmosu: Konstantina Ciołkowskiego, Nikołaja Kibalczycza, Hermanna Obertha, Roberta Goddarda, Wernera von Brauna, Juliusza Verne, Herberta George’a Wellsa i legionów pisarzy science-fiction czy ich odpowiedników w świecie filmu. Ten pierwszy krok wyglądał bardzo skromnie, nie na miarę „Gwiezdnych wojen”, „Sokoła Millennium”, Gwiazdy Śmierci, Coruscant czy flotylli X-wingów, bo Księżyc dzielą od Ziemi ledwie 384000 kilometrów, w skali kosmicznej odległość wręcz śmieszna, ale był pierwszy. Dalej zasiedlimy Marsa, pewnie te z księżyców Jowisza czy Saturna, które nadają się do zamieszkania, a potem dokonamy następnego wielkiego wyczynu: opuścimy Układ Słoneczny, co dotąd udało się tylko naszym sondom, i polecimy do gwiazd. To będzie prawdziwa podróż: najbliższa z nich, Proxima Centauri, leży 4,5 roku świetlnego od Słońca (lekko licząc, jakieś 50 bilionów kilometrów). Tak wyglądały plany, tymczasem jednak na Księżycu trwały prace – cięcie laserem płyt stalowych, które tworzyły moduły ścian głównej stacji, spawanie i wycinanie otworów na iluminatory. Czy raczej niby-iluminatorów: w rzeczywistości w zewnętrznych ścianach znajdowały się tylko kamery przekazujące obraz do wewnątrz, nie można przecież ryzykować wybicia iluminatora i dekompresji stacji wraz z utratą tlenu. W warunkach księżycowych cięcie laserem oszczędza masę wysiłku: do działania klasycznych palników potrzeba przecież środowiska chemicznego Ziemi, laser natomiast działa w każdym zakątku Wszechświata. W ten sposób załatwiono wycinanie, spawanie jednak pozostało wierne klasycznym metodom. Choć cięcie laserem to rzecz wygodna, wycinanie idzie raz-dwa, to spawać się nim nie da. Zresztą spawacze, mimo XXI wieku, pozostawali artystami swojego fachu, a to oznaczało konserwatyzm. Spawanie uważali za czynność niemal sakralną, wymagającą liturgii, a do liturgii, jak wiadomo, wszelkie nowinki wkradają się powoli, przyjmują się opornie i długo muszą czekać na akceptację.
Chcesz coś dodać?