Dystrybutor
Propan-butan któregoś dnia się zbuntował i wyleciał sam bez pozwolenia. Dystrybutor gazu ziemnego gdyby mógł złapałby się za głowę, ale nie zrobił tego z wiadomych przyczyn. Kondensat jako stara konserwa zaczął złorzeczyć w myślach, bo inaczej nie mógł. Oj gdyby mógł na pewno usłyszelibyśmy jego zachrypnięty i złośliwy głos. Takie to były zabawy na stacji benzynowej. Ale co się dziwić był już piątek to wszystkim pomału odbijało. Zawsze tak się działo pod koniec tygodnia. Wszyscy tutaj pracowali od poniedziałku do niedzieli, ale za to na zmiany, w systemie tydzień na tydzień, żeby nie przeciążać urządzeń. Dlatego mówimy że to był dla nich koniec tygodnia, choć wiadomo, że stacje benzynowe pracują non stop. No więc, kiedy propan-butan wyrwał się na wcześniejszy weekendowy odpoczynek, wszystkim powstało fju bździu w głowie. Tak zwany bzik tropikalny. Dystrybutor gazu ziemnego zaczął ostentacyjnie ziewać, na co zaskoczony kondensat postanowił nie reagować. Ale widać było także po nim, że chciałby się wyrwać ze swojego stanowiska. Cała reszta zaczęła mruczeć, pochrapywać, przytupywać z nogi na nogę, kręcić się wiercić i odwracać kota ogonem. Wszystko oczywiście w sferze wyobraźni bo jak wiemy nikt nie potrafi zobaczyć krążącego w powietrzu gazu propan-butan, ani usłyszeć chrapliwego głosu który wydał by z siebie kondensat gdyby mógł. Dystrybutor gazu ziemnego starał się zachować spokój i w sposób dystyngowany obsługiwać klientów, o czym jednak myślał, bóg raczy wiedzieć. Co stanie się później, nikt tego nie mógł przewidzieć, czy wszyscy się zbuntują i skończą pracę wcześniej niż to dozwolone. Być może tak się stanie. A może siłą woli zaczną się ruszać i mówić, całkiem prawdopodobne, cóż, nie prorokujmy, bo kto ma wyobraźnię albo szósty zmysł i tak już to widzi. Ja w każdym razie postanowiłem zostać na tej stacji chwilkę dłużej i zobaczyć jak sytuacja się rozwinie. Swoją drogą muszę wyglądać dziwacznie przyglądając się martwym sprzętom.
Chcesz coś dodać?